Złożył sobie miasto

Łukasz Podlejski
Makiecie Krakowa Marek Paluszkiewicz poświęcił bardzo dużo czasu.Jak widać -opłaciło się
Statki, samoloty, ciężarówki, działa przeciwpancerne - tak wygląda mały świat Marka Paluszkiewicza z Czeladzi. Pan Marek skleja modele prawie od 50 lat. Zajęcie to wciąż daje mu wiele radości i satysfakcji.

Statki, samoloty, ciężarówki, działa przeciwpancerne - tak wygląda mały świat Marka Paluszkiewicza z Czeladzi. Pan Marek skleja modele prawie od 50 lat. Zajęcie to wciąż daje mu wiele radości i satysfakcji.

- W 1955 roku miałem 6 lat - mówi pan Marek. - Mój ojciec pracował wtedy w dozorze kopalni "Czeladź". Któregoś dnia przyniósł z pracy niezwykły prezent. Była to wycinanka na dużym arkuszu, przedstawiająca góralski domek. Nie wiedziałem, że z papieru też można zrobić coś tak pięknego. Ojciec usiadł potem ze mną i w jeden wieczór skleiliśmy całość.

Połknął bakcyla

Pan Marek zaczął sklejać coraz więcej modeli. W tamtych czasach bardzo popularne były kartonowe wydawnictwa sylwetkowe. Z gotowego arkusza można było wycinać statki, samochody czy czołgi, a potem wszystko sklejać i budować gotowy model.

W 1957 roku na rynku pojawiło się wydawnictwo "Mały Modelarz". Pan Marek nie zdobył pierwszego numeru, ale zgromadził wszystkie pozostałe. Do dziś chętnie kupuje pismo. Do końca lat 60. regularnie kompletował też sylwetkowe kartony. Kilka lat temu część tamtych wycinanek została wznowiona.

- Wtedy jeszcze raz skleiłem sobie model ciężarowego stara, taki sam, jaki wykonałem w latach 60. Robiłem to widząc przed oczami siebie, jako małego bajtla - wspomina z nostalgią czeladzianin.

Jak prawdziwe, tyle że mniejsze

Kolejną pasją stały się modele lotnicze. Po kilku latach sklejania plastikowych elementów pan Marek wrócił do modeli papierowych. Budował modele kolejowe, bojowe, artystyczne. W niektóre włożył mnóstwo pracy. Dziś jego dumą jest replika niemieckiego działa kolejowego, które składa się z ponad 6500 elementów.

- W latach 60. jeździłem do katowickiego Pałacu Młodzieży na zajęcia modelarzy, które bardzo mile wspominam. Robiłem tam modele latające na uwięzi, a także sterowane radiem. Uczyłem się, jak budować aparaturę przekaźnikową. Potem, w 1969 roku, zacząłem pracować. Dowiedziałem się, że w Czeladzi w górniczym Domu Kultury jest stolarnia. Tam budowałem modele na uwięzi. Po roku kopalnia zaproponowała mi, żebym poprowadził pracownię modelarstwa. Robiłem to do 1983 roku - dodaje Marek Paluszkiewicz.

Od dział do makiety miast

Prowadząc sporą, zakładową pracownię, zaczął uczestniczyć w konkursach modelarstwa. Jeździł na nie dość często. Zauważył jednak, że nagle sklejanie modeli przestało sprawiać mu radość.

- Ludzie znajdują multum usterek w każdym modelu. Nigdy nie będziemy doskonali, a sklejanie ma dawać przede wszystkim przyjemność. Kiedy ktoś mówi, że danemu modelowi sporo brakuje, to nie jest miłe. Ja nie robię tego dla pieniędzy. Wręcz przeciwnie - sporo wydaję na swoje hobby. Tylko jeden model działa "Leopard" kosztował mnie ponad 50 złotych. Drogie są też czasopisma - twierdzi Marek Paluszkiewicz.
Ostatnio czeladzki pasjonat zaczął budować też makiety miast. Jego Kraków w miniaturowej skali wygląda imponująco. W zgodzie z oryginałem są tu najdrobniejsze szczegóły. Teraz pan Marek marzy o powstaniu nowej pracowni modelarskiej w mieście, w której mógłby przekazywać swoją wiedzę młodszym kolegom. Chciałby też zorganizować wystawę, prezentującą modelarski dorobek.

Polacy biedniejsi od Czechów. Zobacz ranking

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie