Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Wieś z dymem!

PATRYCJA STRĄK
Pożar drewnianej wioski był naprawdę bardzo widowiskowy.  OLgierd gÓrny
Pożar drewnianej wioski był naprawdę bardzo widowiskowy. OLgierd gÓrny
Krzyk niewiast niósł się po okolicy. Wieśniacy salwowali się ucieczką na zamek. Napastnicy szli w kierunku wsi zwartym szykiem, nieustępliwi w swoich barbarzyńskich postanowieniach: spalić, zabić, zdobyć zamek.

Krzyk niewiast niósł się po okolicy. Wieśniacy salwowali się ucieczką na zamek. Napastnicy szli w kierunku wsi zwartym szykiem, nieustępliwi w swoich barbarzyńskich postanowieniach: spalić, zabić, zdobyć zamek. Najpierw z dymem poszły zabudowania przed murem obronnym.

Szans, by je uratować nie było żadnych. Sforsowano mur obronny. Nieprzyjaciele weszli na teren zamkowego dziedzińca. Do walki stanęli rycerze z ogrodzienieckiego zamku, którzy za punkt honoru przyjęli uratowanie wsi zwanej Burakowem i obronę zamku.

Andrzej Burak, fikcyjny sołtys wsi, gdy zobaczył najeźdźców, wszczął alarm. Rozpoczęła się paniczna ewakuacja inwentarza i mieszkańców. Niestety, drewnianej wioski nie udało się obronić. Budynki stanęły w ogniu. Napastnicy ośmieleni tym zwycięstwem ruszyli na zamek. Ci z napastników, którzy wdarli się na zamek, szybko jednak zrzucani byli z murów. Niektórzy płonęli. Trwająca ponad pół godziny obrona zamku zakończyła się sukcesem. Nie obeszło się jednak bez ofiar. Jeden z uczestników walki z raną na głowie wyjechał z zamku karetką pogotowia, a inny musiał przerwać pojedynek, gdy przeciwnik ugodził go mieczem w rękę.

- Takie ryzyko wpisane jest w zabawę. Każdy z nas musi liczyć się z tym, że może odnieść rany. I choć miecze nie są ostre, ale jednak wykonane ze stali. Najczęściej kontuzje spowodowane są tym, że walczący są źle osłonieni, czyli tak naprawdę bezpieczeństwo zależy tylko od nas - mówi Dariusz Róziecki, Daromir z formacji Wojów "Peruna" z Tarnowa.
Dariusz podczas pojedynku, tuż przed bitwą, dostał mieczem w szczękę. Przeciwnik tak go zahaczył, że na szyi widać było ślady miecza. Ale do walki ze swą drużyną poszedł.

Tak widowiskowy, a zarazem mrożący krew w żyłach pokaz można było zobaczyć w ubiegłą sobotę podczas VI Turnieju Rycerskiego o Miecz Kasztelana Zamku Ogrodzienieckiego. Szturm na zamek, podczas którego płonące kukły spadały z baszt i wieś poszła z dymem, to zasługa pomysłowości organizatorów.

- Przed turniejem na zamku koczowaliśmy już tydzień. Drewnianą wioskę budowano kilka dni. Gdy stanęła, aż szkoda nam się zrobiło na myśl, że trzeba ją będzie spalić. Bardzo ładnie wyglądała na dziedzińcu zamku. Zawsze można jednak zbudować drugie Burakowo - wyjaśnia Krzysztof Nowak, dowódca drużyny konnej z Bractwa Rycerskiego Ziemi Ogrodzienieckiej.
Samo spalenie wioski i szturm na zamek były punktami kulminacyjnymi turnieju. Wcześniej jednak trwały zawody łucznicze, kusznicze, walki na miecze. Można było nauczyć się tańców dawnych.

Wczoraj, w drugi dzień turnieju, rycerze i wojowie z 16 bractw, które zjechały na zamek niemal z całej Polski, wstali wcześnie, by o godz. 9 w pełnym rynsztunku uczestniczyć w mszy rycerskiej w kościele parafialnym w Ogrodzieńcu. Po sumie wszyscy korowodem wrócili na zamek. Choć zmęczeni po sobotniej bitwie, a także po... biesiadzie, rozpoczęli pojedynki finałowe. Zakończenie turnieju uświetnił pokaz walk Bractwa Rycerskiego Ziemi Ogrodzienieckiej, które wspólnie ze spółką "Zamek" było organizatorem tej niesamowitej zabawy. Warto stawić się na następną!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Czy ubezpieczanie upraw zyskuje na popularności?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na bedzin.naszemiasto.pl Nasze Miasto