We wsi zastrzelonego Grzegorza Załogi ludzie nie mogą wyjść z szoku

MAGDALENA NOWACKA
Brakuje słów na tę tragedię - mówi Zofia Chryczyk. Z córką i z wnukami przebiera porzeczki, ale nie przestaje myśleć o śmierci Grzesia.
Brakuje słów na tę tragedię - mówi Zofia Chryczyk. Z córką i z wnukami przebiera porzeczki, ale nie przestaje myśleć o śmierci Grzesia.
Obcy jesteśmy, a płakaliśmy cały dzień. Wioska jest malutka, jak jedna rodzina. Każdy tu każdego wspomoże dobrym słowem, a w nieszczęściu płaczemy razem. Grzesiu był wspaniałym chłopcem.

Obcy jesteśmy, a płakaliśmy cały dzień. Wioska jest malutka, jak jedna rodzina. Każdy tu każdego wspomoże dobrym słowem, a w nieszczęściu płaczemy razem. Grzesiu był wspaniałym chłopcem. Rodzice bardzo go porządnie wychowali. Do każdego się odezwał, ukłonił się, pomógł. Był bardzo uczynny.

Rodzice byli dumni i trudno się dziwić. Bardzo im współczuję, a najbardziej matce. Brakuje słów na tę tragedię. A wszystko przez to, że mu tak zależało na pracy. Dlatego pobiegł za bandytami i... zginął - głos pani Zofii, wyraźnie drży.
Pani Zofia Chryczyk i jej mąż są wstrząśnięci śmiercią Grzegorza Załogi, sąsiada policjanta. Zginął w niedzielę, zastrzelony przez bandytów w Będzinie. Tę smutną wiadomość przyniósł państwu Chryczykom wnuczek Dominik, który poszedł do sklepu.

Wieś Hutki-Kanki, to niewielka miejscowość leżąca niedaleko Ogrodzieńca. Prowadzą do niej ładne, zalesione drogi. Domów niewiele, jak mówią mieszkańcy, może 20, a rodzin ze 25. Większość tu przebywających to letnicy, którzy wędrują po Jurze. Wieś cicha, spokojna. Codzienne problemy, małe radości i kłopoty. Stąd Grześ dojeżdżał do pracy.

Dzień po tragedii wieś wygląda jakby nikt w niej nie mieszkał. Wszyscy bardzo mocno przeżywają śmierć młodego sąsiada. Córka pani Zofii, Gabrysia, chodziła do szkoły razem z Grzegorzem. Bardzo ciepło go wspomina, z olbrzymim żalem.

- Był bardzo fajnym chłopakiem, dobrym kolegą. Zdolny, dobrze się uczył. Chodziliśmy razem na ogniska, bawiliśmy się, gdy byliśmy dziećmi.

Na placu przy domu sołtysa, ojca Grzegorza, jest sklep spożywczy. Wczoraj wisała na jego drzwiach kartka z napisem "Dzisiaj nieczynne". Ludzie nie mogą przestać mówić o tragedii.

Kilka metrów przed domem sołtysa, na podwórku pracuje Jarosław Klećko. Mieszka w Zawierciu, ale wychował się w tej wsi. Dobrze pamięta Grzesia, należy zresztą do jego dalszej rodziny ze strony mamy.

- Jeszcze nie było w niedzielę ósmej rano. Wychodzę z domu i widzę, że przed domem sołtysa stoi karetka i policja. Widziałem, jak biegł ojciec Grześka i już wiedziałem, że stało się coś złego. Grześ spokojny był chłopak, nie pił, nie chuliganił. Lubił tę swoją pracę, w ogóle był pracowity. Jak był mały, to już na traktorze jeździł z ojcem. Zawsze wesoły, uśmiechnięty, żaden gbur. Co tu gadać, żal chłopaka i to bardzo - mówi pan Jarosław. Mama pana Jarosława, Danuta, wzdycha ze smutkiem.

- Największą tragedię przeżywa matka. Nie wie, co się z nią dzieje. I trudno się dziwić. Podobno przyjechał tam psycholog. Matce Grzesia chcieli dawać jakieś tabletki na uspokojenie, a do niej to po prostu nie dociera. Mówi tylko, że ma nogi jak z waty i wciąż wydaje jej się, że Grześ za chwilę podjedzie samochodem. Niedawno w tej rodzinie cieszyli się, bo przybyła nowa osoba. Siostra Grzegorza urodziła kilka tygodni temu synka. Radość była - mówi Danuta Klećko.
Sławek Stajno, brat cioteczny zmarłego, wciąż nie może powstrzymać się od łez.

- Jak wyjeżdżał do pracy, to mu otwierałem bramę. Nie chciało mu się jechać. Nawet mówił to do cioci. Chwilę z nami rozmawiał. W końcu powiedział "Cześć mamuśka, do zobaczenia jutro" i pojechał. Roześmiany taki - opowiada.
Bronisław Chryczyk nie ukrywa wzburzenia.

- To wszystko przez to, że nie ma kary śmierci i nie ma sprawiedliwości. Taki mądry i dobry chłopak zginął, a te dranie, mordercy, "młode wilki" na wolności sobie chodzą.
Rodzice chcą, żeby pogrzeb był jak najprędzej, żeby w ciszy i spokoju mogli przeżywać swoją wielką tragedię. Ale musi być jeszcze sekcja zwłok i nieprzyjemne procedury, których trudno uniknąć. Siostra Grzesia, której mąż także jest policjantem, cichym głosem prosi, aby nie niepokoić najbliższych. Sąsiedzi szanują ich ból, nie pytają o szczegóły.

W tej wsi nie wydarzyłały się dotąd takie tragedie. Dzieci się rodziły, staruszkowie umierali. Tym, którzy odchodzili, zawsze towarzyszyły smutek i żal, jednak było oczywiste, że taka jest naturalna kolej rzeczy. Teraz trudno wszystkim się pogodzić z tak nieoczekiwaną śmiercią. Jak reagować, kiedy umiera 23-letni chłopak, na dodatek zastrzelony za to, że strzegł bezpieczeństwa innych ludzi?

Kolno wolne od koronawirusa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie