Mieszkańcy narzekają na huk przejeżdżających ciężarówek

Magdalena Nowacka
Kazimierze Łydko i innym mieszkańcom ulicy Dąbrowskiej co kilka minut pod oknami przejeżdżają tiry.
Ulica Dąbrowska jest położona w Łagiszy. To nie centrum, ale ruch tu bywa naprawdę spory. Przy drodze stoją jednorodzinne domy. Ich mieszkańcy czują się tak, jakby utknęli w środku placu budowy.

Ulica Dąbrowska jest położona w Łagiszy. To nie centrum, ale ruch tu bywa naprawdę spory. Przy drodze stoją jednorodzinne domy. Ich mieszkańcy czują się tak, jakby utknęli w środku placu budowy. A wszystko z powodu ciężarówek, które tędy jadą do zakładów przemysłowych.

Nie da się otworzyć okien

- Kurz, hałas, dom się cały trzęsie - mówi Halina Podsiadło, mieszkanka ulicy Dąbrowskiej. - W upalne dni jest po prostu jeden tuman kurzu, a w dni deszczowe fontanny wody oblewają przechodniów. W zasadzie tylko w niedziele można otworzyć okno. Dodatkowa uciążliwością jest przejazd kolejowy. Co parę minut jest jakby trzęsienie ziemi. Słychać to w całym domu.

W tej sprawie pani Halina śle urzędowe pisma od 2001 roku. Chciałaby doprowadzić do odciążenia ulicy Dąbrowskiej i skierowania części samochodów tranzytem na ulicę Energetyczną.

- Napisano mi, że wyeliminowanie ruchu pojazdów z tej ulicy jest niemożliwe, bo istnieje tam dużo zakładów, a ostatnio powstały kolejne. Przecież ja mam świadomość, że to nie jest możliwe. W odpowiedzi poinformowano mnie również, że ustawiono znaki wskazujące zalecaną drogę przez ulicę Energetyczną z ul. Bory do ul. Pokoju i dalej do kierunku przeciwnego. Może i były te znaki, ale gdzie są teraz? - pyta pani Halina.

W piśmie poinformowano panią Halinę, że nawet przy zaleconym objeździe, ci, których głównym celem jest ulica Dąbrowska, korzystać z niego nie mogą. Mieszkanka ulicy Dąbrowskiej chciała więc, żeby chociaż ograniczono prędkość na tej drodze. Pokazuje znak, zgodnie z którym samochody powinny jeździć nie szybciej niż 20 kilometrów na godzinę. Tylko, zdaniem mieszkańców, nikt tego nie przestrzega.

Dla kogo te znaki?

- No chyba, że rowerzyści - dodają ironicznie mieszkańcy.

Ponieważ ulica należy do Powiatowego Zarządu Dróg, pani Halina napisała tam informację o nieprzestrzeganiu ograniczeń.

- Powiatowy Zarząd Dróg zwrócił się do Komendy Powiatowej Policji w Będzinie informując, że kierujący ignorują znaki i proszą o nasilenie kontroli w tym rejonie. Policja obiecała że to zrobi, wspominano nawet o fotoradarze, co byłoby chyba najlepszym pomysłem. Jak na razie na pomyśle się skończyło. A my już rozkładamy ręce. Czy naprawdę nie da się nic zrobić? - pyta pani Halina.

Popilnują, ale...

Zdaniem Moniki Francikowskiej, rzeczniczki prasowej będzińskiej policji, taka możliwość jest.

- Po skardze tej pani przeprowadziliśmy w tym rejonie wzmożoną kontrolę. Także przy pomocy ręcznego radaru. Okazało się, że takie sytuacje, w których kierowcy przekraczają prędkość zdarzały się, choć nie z taką częstotliwością, która wskazywałyby na ustawienie tu fotoradaru. Były też inne sytuacje, w których policjanci nałożyli mandaty, na przykład gdy jechał samochód z niezabezpieczonym towarem - mówi nadkomisarz Monika Francikowska.

Dodaje także, że nie była to jednorazowa akcja.

- Przynajmniej raz w tygodniu stoi tam patrol policji, co najmniej przez godzinę. Dlatego kierowcy, którzy nie przestrzegają przepisów, na pewno nie mogą się czuć bezkarni. Z drugiej strony, takich newralgicznych miejsc w mieście i powiecie nie brakuje. Nie możemy więc być tylko tam - mówi komisarz Francikowska.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie