Inwestycja... zwrotna

Magdalena Nowacka
Siostra oddziałowa Dorota Pawlik zmienia pościel w łóżeczkach noworodków. Sala po remoncie wygląda zdecydowanie bardziej sympatycznie.
Siostra oddziałowa Dorota Pawlik zmienia pościel w łóżeczkach noworodków. Sala po remoncie wygląda zdecydowanie bardziej sympatycznie.
Choć za oknami zima, wchodząc na oddział położniczo-noworodkowy można odnieść wrażenie, że wiosna w pełnym rozkwicie. Już na półpiętrze świeżo pomalowane ściany w kolorze groszku, dalej przechodzą w odcień seledynowy, a ...

Choć za oknami zima, wchodząc na oddział położniczo-noworodkowy można odnieść wrażenie, że wiosna w pełnym rozkwicie. Już na półpiętrze świeżo pomalowane ściany w kolorze groszku, dalej przechodzą w odcień seledynowy, a później bladej zieleni. Tak od kilku dni wygląda miejsce, gdzie przychodzą na świat maluchy. Nie tylko z Będzina.

Cieplej, czyściej, milej
— Nie miałam najlepszej opinii o oddziale położniczym w Będzinie, ale teraz widzę tam dużo zmian na lepsze. Przede wszystkim milsza atmosfera. Kiedy byłam odwiedzić koleżankę, zwróciłam także uwagę na kolorowe ściany. To ma bardzo duży wpływ na samopoczucie pacjentek — mówi pani Beata, mieszkanka Będzina.

Pokój, gdzie leżą w inkubatorach noworodki ma delikatny błękitny kolor. W pozostałych pomieszczeniach również pastelowe odcienie różu i żółci. Brakuje (na szczęście!) zimnej, typowej dla szpitali bieli. Remont rozpoczęto w sierpniu.

— Wszystko zaczęło się od wymiany okien. Było ich aż 80. Później poszliśmy za ciosem. Malowanie na oddziale było prawie koniecznością, bo ostatnio robiono to około sześć lat temu — mówi ordynator oddziału Zenon Pikuła.

Pieniądze na wymianę okien szpital dostał od Starostwa Powiatowego.

— Dotacja wyniosła prawie 170 tysięcy złotych, a wymiana okien pochłonęła około 90 tysięcy. Ponieważ jeszcze nam zostało, postanowiliśmy wymienić okna w pawilonie internistyczno-chirurgicznym. Prace powinny się zakończyć w połowie grudnia. Jeśli chodzi o malowanie, to zapłaciliśmy za nie ze środków własnych. Byliśmy przygotowani, czekaliśmy tylko na moment, żeby zgrać go razem z wymianą okien. Przy malowaniu kosztował nas przede wszystkim materiał, bo roboty wykonali nasi pracownicy — mówi Jacek Kołacz, dyrektor PZZOZ.

Największy remont został przeprowadzony na oddziale noworodkowym.

— Wymieniono instalację elektryczną i płytki. Na półpiętrach zlikwidowaliśmy także okna, które w zasadzie niczemu nie służyły i od razu zrobiło się przestronniej — opowiada ordynator Pikuła.
Jest się z czego cieszyć, choć to jeszcze nie koniec. Malowane będą klatki schodowe w pawilonie, a w przyszłym roku planowane jest także odnowienie ginekologicznej Izby Przyjęć. Na razie wymieniono drzwi wejściowe.

— Od razu zrobiło się cieplej. Pacjentki, które trafiają na oddział położniczy, a chwilowo musiały przebywać na oddziale septycznym, już są przyjmowane na właściwym oddziale. Staraliśmy się, by skutki remontu odbiły się na pacjentkach jak najmniej. Tylko na osiem dni wstrzymaliśmy przyjmowanie na oddział. Cieszymy się też, że w tej całej zawierusze nie doszło do żadnej infekcji — mówi ordynator.

Kolej na sprzęt
Rzeczywistość nie jest jednak tak barwna do końca.

— Wiadomo, że podstawą dobrze postawionej diagnozy jest dobry sprzęt. A tego nam niestety w wielu przypadkach brakuje. Marzymy o laparoskopie. Na razie korzystamy z tego sprzętu, który jest na oddziale chirurgicznym, ale wiadomo, że nie jest to najlepsze rozwiązanie. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy jest zima i pacjentka musi być przetransportowana do drugiego budynku. Przydałoby się także nowe USG — wylicza ordynator.

Lista jest długa, ale z drugiej strony, jak twierdzi dyrektor Kołacz, sytuacja pod tym względem nie jest taka najgorsza.

— W ostatnich latach trochę sprzętu na oddział przybyło. Są między innymi specjalne łóżko do rodzenia, sprzęt do znieczulenia, a także sprzęt do badania słuchu (to dzięki Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy). Oczywiście nie oznacza to, że niczego nam nie brakuje, ale radzimy sobie — podkreśla dyrektor.

Problemem nie jest tylko sprzęt, ale to, że potrzeby nie zawsze są współmierne do tego, co da się wynegocjować z Narodowym Funduszem Zdrowia.

— Jest ciężko, ale wiemy, że dotyczy to większości placówek w kraju. Kontrakty są kontraktami, a życie życiem. Dlatego nigdy nie odsyłamy pacjentek, nawet jeśli zgodnie z tym, co otrzymaliśmy z NFZ, nie powinniśmy już ich przyjąć. Myślę, że to zasługa także naszych szefów, którzy to rozumieją — dodaje ordynator.


Pacjentek nie brakuje
W całym pawilonie są 62 miejsca. Na oddziale położniczym – 18. W ciągu roku jest tu wykonywanych 1200 drobnych zabiegów, podczas których pacjentki są jeden lub dwa dni na oddziale. Także w ciągu roku jest tu przeprowadzanych około 300 zabiegów ginekologicznych i położniczych.

Kredyt hipoteczny, to coraz większe ryzyko. UOKiK ostrzega.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie