Airsoft, czyli rogoźnickie lasy zdobyte [ZDJĘCIA]

Katarzyna Domagała
Airsoftowcy ze Śląska, Zagłębia i Krakowa spotkali się w Rogoźniku

Każdy z nas już dwukrotnie mógłby zmienić samochód, gdyby nie ten sport - stwierdził Łukasz Parkitny z Francotiradores airsoft Silesia.

Mimo to tak, jak i pozostałych 180 zapaleńców airsoftu ze Śląska i Krakowa, w ostatnią niedzielę wziął udział w odtworzeniu bitwy na Zamojszczyźnie z 1944 roku.

Początek zainteresowania się airsoftem był prozaiczny.

- Sześć lat temu kupiłem replikę glocka 17. - wspomina Łukasz. - Wygrzebałem ją gdzieś w internecie. Do tego najtańsze ubranie w moro. I zestaw był gotowy za około 100 złotych.

Jednak jak wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia.

- Trzeba zaznaczyć, że jeśli kogoś wciągnie ten sport, to koszty pójdą znacznie w górę - dodaje.

Powodów, przez które w wolnych chwilach mężczyźni i kobiety tarzają się po ziemi, chowają za drzewami, czy malują twarze na czarno, a na głowę zakładają kapelusz z trawy i starają się trafić wroga z plastikowej kulki, jest sporo. - W trakcie naszych rozgrywek znikają wszelkie podziały - opowiada Artur Pycela, organizator niedzielnego spotkania. - Są wśród nas szefowie firm, prawnicy, studenci, czy urzędnicy. Podczas rozgrywek wszystkich nas łączy jedna pasja. Jest to także doskonały sposób na odreagowanie po tygodniu pracy - dodaje.

Po wizycie w lesie, gdzie grali airsoftowcy, śmiało można stwierdzić, że należy on do grona nietypowych hobby, które błyskawicznie wciągają. Raptem po niecałych dwóch godzinach, spędzonych na terenie rozgrywek, w głowie pojawia się pomysł, a może poszukać jakiejś taniej repliki? I nie odstrasza nawet strzał w gołą dłoń.

Niedzielne spotkanie między Wojkowicami a Rogoźnikiem to 64 hektary lasu i łąk, po których trzeba przez większość czasu biegać. Pięć okopów, które trzeba zdobyć. Flaga polskich partyzantów, którą trzeba odbić. Armata dywizyjna również do zdobycia. Łącznie pięć godzin gry. Wystrzał z petard oznajmił początek. I teraz wszystko toczy się, podobnie jak 66 lat temu. Tylko na niby. I proporcje w ilości żołnierzy nie te. Po stronie polskich partyzantów było 70 osób. Atakowani byli przez ponad 100 Niemców.

Lech Poznań zmienia trenera: Skorża za Żurawia

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie